Witaj, świecie!

Trochę mi zajęło odkrycie, co chcę robić w życiu. W sumie z grubsza 30 lat. Zawsze miałam głowę pełną pomysłów i wciąż coś nowego mnie wciągało. Może zacznę malować! Może dziergać! Nie, ogrodnictwo – to jest to! Eee tam, lepiej otworzę ciasteczkowy biznes. I tak dalej, i tym podobne, aż w końcu się poddałam i przestałam sobie ufać. Po urodzeniu drugiej córki z doulą zakiełkowała mi myśl, że może to jest to. Ale niee, na pewno co druga kobieta o tym myśli po porodzie. Też mi zaraz przejdzie. Ale nie przeszło. Zaczęłam szukać potwierdzenia u innych, że to dobry pomysł, że się nadaję. Od niektórych je dostałam, ale nie od mojej douli. To mnie zastanowiło. Zatrzymało. I doprowadziło do stanu, w którym sama w sobie znalazłam potwierdzenie. Już wiem.

Przecież ja kocham porody! Kocham ciężarówki! Kocham pomarszczone noworodki! Pępowiny, skurcze i waginy!

Tak więc witajcie w świecie douli Justyny. Mam nadzieję, że będzie Wam tu dobrze, jak w brzuchu u mamy.