Ból porodowy jak pieczenie chleba

Kiedyś piekłam chleby. Robiłam własny zakwas, łączyłam z mąką, zagniatałam, czekałam aż wyrośnie i w końcu piekłam. Wypiek jednego bochenka zajmował mi dwie doby. A potem zjadaliśmy ten chleb w jeden wieczór. Bez sensu! Komu by się chciało piec w domu chleb? Piekarnie są na każdym rogu! Od tego są specjaliści!

Może i tak. Może to strata czasu i wysiłku, ale dawało mi to satysfakcję właśnie Z POWODU tego wysiłku. DLATEGO ten chleb tak dobrze smakował. Bo był to efekt mojej pracy.

Wiecie, że ból porodowy to jedyny ból, który jest fizjologiczny? To znaczy NIE jest sygnałem dla ciała, że dzieje się coś złego, że zostało zranione lub toczy je choroba. Nie! Każdy bolesny skurcz to tylko sygnał, że jesteś jeszcze bliżej spotkania z moim maleństwem!

Ból rodzenia to ból tworzenia. Wszystko, co dobre, rodzi się w bólach! Ktoś mi powiedział, że wysiłek porodowy odpowiada mniej więcej przebiegnięciu maratonu. Ludzie biegają w maratonach, choć to boli, wchodzą na szczyty gór dla satysfakcji. Czy ja nie mogę przyjąć tego bólu po to, by wydać na świat nowego człowieka? Myślę, że to właśnie paradoksalnie ten ból i wysiłek w ostatecznym rozrachunku przynoszą radość z porodu i satysfakcję. Nikt by mnie nie zmusił do przebiegnięcia maratonu –  pewnie tej satysfakcji nie doświadczę nigdy. Ale dokonałam czegoś podobnie trudnego – urodziłam dziecko. I to jest coś! To nie był pikuś! Może także dzięki właśnie temu bólowi z większą miłością patrzyłam na mojego noworodka? Jak na medal olimpijski albo rumiany bochenek własnoręcznie upieczonego chleba?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s