Spotkanie z Celiną Szwintą – położną – podróżnikiem

kenia1

Spotkanie z Celiną Szwintą – podróżującą położną – w Fundacji Rodzić Po Ludzku okazało się bardzo inspirującym sposobem na spędzenie sobotniego wieczoru. Celina postanowiła podążać za swoimi marzeniami. Praca w państwowym szpitalu, mimo wielu zalet, nie dawała możliwości oglądania prawdziwie naturalnych porodów. Celina wyjechała tam, gdzie natura ma jeszcze przewagę nad cywilizacją – do Afryki. Wspierała kobiety w porodach i widziała, jak rodzą one bez żadnej możliwości skorzystania z takich zdobyczy medycyny jak cesarskie cięcie. I dawały radę, otoczone gronem bliskich im kobiet. Potem Celina pojechała na Bali. Tam odkryła jak duchowym doświadczeniem może być poród i jak położna musi powstrzymywać się od interwencji dla dobra kobiety i dziecka. Tam nie trzeba odcinać pępowiny nawet wtedy, jak przestanie pulsować. Nie należy dotykać, ani nawet obserwować krocza, a dziecku pozwala się wyjść zupełnie samodzielnie. Kolejny wyjazd to Filipiny i Kambodża, gdzie była w zasadzie pionierką naturalnego położnictwa.

z16514124Q,Celina-Szwinta---podrozujaca-polozna

Okazuje się, że można przyjmować porody jeszcze bardziej naturalnie. Mimo że sala była pełna osób świadomych czym jest poród naturalny, to i tak pojawiły się głosy niedowierzania.

Jej opowieści pokazały mi jeszcze dobitniej, że nasze ciało jest doskonałe i naprawdę wie jak rodzić. Że można w tym iść jeszcze dalej i jest przed nami jeszcze wiele do odkrycia i wiele barier do przekroczenia. I że warto słuchać wewnętrznego głosu i iść za nim. Całą sobą kibicuję tej kobiecie.

balidomnardzoin

Zapraszam do obejrzenia całego spotkania na Youtube dzięki uprzejmości Fundacji Rodzić Po Ludzku i zapoznania się z blogiem Celiny coztegozedaleko.pl. Celinie życzę wszelkiego powodzenia a przede wszystkim wspaniałego wzmacniającego porodu!

Zdjęcia pochodzą z bloga Celiny Szwinty i są jej autorstwa.

Reklamy

Cesarka rodzinna?

W Polsce cięciem cesarskim kończy się jedna trzecia porodów. Ojciec nie może być na sali operacyjnej, a matka często nie dostaje dziecka. Pierwsze karmienie odbywa się po paru godzinach. Konsekwencje psychologiczne dla matki, szczególnie kiedy nie była to cesarka planowa, są ogromne. Wielogodzinny wysiłek porodowy nie kończy się nagrodą w postaci dziecka. Ból rozstania, niewiedza na temat tego, gdzie dziecko przebywa, pozostaną w jej wspomnieniach na wiele lat. Do tego dochodzą często problemy z karmieniem piersią, jako że odruch ssania u malca jest najsilniejszy w pierwszej godzinie po porodzie. Odporność dziecka się obniża, bo nie dostaje ono siary – pierwszego pokarmu bogatego w unikalne przeciwciała. Z braku kontaktu „skóra do skóry” z matką (lub ojcem) nie zostaje ono zasiedlone „domowymi” bakteriami tylko bakteriami szpitalnymi.

Sytuacja ta na szczęście powoli się zmienia i są szpitale, gdzie tata (lub doula) dostaje dziecko na pierś, tak by złagodzić jego stres. Dziecko jest często także przykładane do twarzy matki. Potem jednak znika w korytarzu szpitalnym.

A tak niewiele trzeba, by cesarka stała się wydarzeniem bardziej ludzkim, zbliżonym do porodu naturalnego, dającym nowej rodzinie lepszy start we wspólne życie. Jest to tak naprawdę tylko kwestia zmiany utartych schematów i pewnej elastyczności ze strony personelu.

Poniżej przytaczam tekst przetłumaczony ze strony The Birthing Tree (za zgodą) na temat tego, czym jest cesarka rodzinna.

„Nowe podejście do porodu poprzez cesarskie cięcie to cesarka skoncentrowana na matce i dziecku, zwana też „naturalną cesarką”. Podejście to zakłada mniejszy nacisk na tradycyjne rytuały chirurgiczne, a większy na stworzenie warunków do wczesnego kontaktu pomiędzy matką i rodziną a dzieckiem. Cesarka skupiona na matce i dziecku celebruje ten jedyny w swoim rodzaju moment porodu i wspiera rodzącą się między matką a dzieckiem więź.

Szpital i personel mogą sprawić, że taka subtelniejsza wersja cesarki będzie miała miejsce poprzez poniższe działania:

  • przygotowanie matki do porodu poprzez spokojną muzykę lub video. Zachęcamy matkę i jej rodzinę do wybrania takiej muzyki która będzie ich uspokajać na sali operacyjnej.
  • dostosowanie sposobu podania znieczulenia do późniejszego kontaktu „skóra do skóry” i wczesnego rozpoczęcia karmienia piersią. By to osiągnąć, należy uwolnić dominującą rękę matki i jej klatkę piersiową poprzez umieszczenie pulsoksymetru, wenflonu i mankietu do mierzenia ciśnienia na niedominującej ręce matki.
  • umieszczenie przewodów echokardiogramu na plecach matki lub na boku, tak by umożliwić wczesne położenie dziecka na klatce piersiowej matki.
  • zastosowanie delikatnej techniki chirurgicznej, takiej, która zmniejsza cięcie, jak na przykład metodą Misgav Ladach.
  • przezroczyste osłonki pomagające matce widzieć poród, a jeśli nie są dostępne, obniżenie zasłony tak, by matka widziała jak rodzi się główka
  • dla kobiety, która chce rodzić z doulą, należy rozważyć możliwość obecności douli na sali operacyjnej wraz z innymi osobami wspierającymi kobietę
  • niech poród odbywa się wolniej. Główkę należy wyjąć powoli, a ciało dziecka niech zostanie na chwilę w macicy
  • zaplanowanie natychmiastowego kontaktu „skóra do skóry”. Od razu należy przenieść dziecko na klatkę piersiową matki. Opuszczenie zasłon chirurgicznych przed porodem usprawni ten proces. Jeżeli z jakiegoś powodu kontakt „skóra do skóry” z matką nie jest możliwy, niech tę rolę przejmie ojciec.
  • zachęcanie do rozpoczęcia karmienia jeszcze w trakcie operacji. Wczesny kontakt ust noworodka z sutkiem matki wiąże się z lepszymi początkami i dłuższym karmieniem piersią. Karmienie piersią powinno się rozpocząć tak szybko, jak to tylko możliwe po porodzie, najlepiej w ciągu pierwszej godziny życia dziecka. Ważenie, mierzenie i rutynowe zabiegi mogą mieć miejsce po pierwszym karmieniu.
  • Niech matka i dziecko będą razem. Zamiast rozdzielać matkę i dziecko podczas przenoszenia jej na salę pooperacyjną niech matka trzyma dziecko na piersi podczas transportu.Jeśli wiesz, że z medycznych powodów czeka Cię cesarka, porozmawiaj ze swoją położną czy lekarzem o powyższych opcjach podczas porodu.”

https://www.facebook.com/TheBirthingTreeDoula/

 Oto przykład cesarki rodzinnej. Poród Benjamina Isajaha.
A oto jak reaguje maluszek na kontakt ze skórą matki po cesarce:

Poród mistyczny

„Święty poród” JAHSAH ANANDA

Poród to wydarzenie z gatunku mistycznych. Tak jak śmierć. Choć dla wielu śmierć to coś pełnego znaczenia i duchowości, mam wrażenie, że poród dla niewielu ma takie konotacje.

Do umierającego przyjeżdża duchowny. Do porodu nie. Czyż nowy człowiek nie bardziej potrzebuje namaszczenia, okadzenia, błogosławieństwa?

Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, kiedy człowiek umrze i nie możemy przewidzieć, kiedy się urodzi.

http://www.spiritscienceandmetaphysics.com/portraits-of-newborns-taken-few-seconds-after-birth/

Léanne – ur. 08.04.2014 13 sekund życia http://www.spiritscienceandmetaphysics.com//

Poród jest jak śmierć. To coś, czego nie da się pojąć, co budzi lęk i wiąże się ze zmianą, przejściem, przeistoczeniem.

Człowiek umiera. Człowiek się rodzi. CZŁOWIEK się rodzi. Nie tyle dziecko, co nowy człowiek. Ale ponieważ jest on mały i goły nie doceniamy doniosłości tego wydarzenia.

Człowiek umiera, znika. Nie wiemy, dokąd się udał. Człowiek się rodzi. Czy pytamy, skąd przybył?

Wielu ludzi w zetknięciu ze śmiercią doznaje przemiany, doświadcza nadprzyrodzonych zjawisk, odkrywa w sobie „trzecie oko”.

To wydarzenie jest jakby bramą do czegoś… czegoś mistycznego.

W obliczu śmierci uruchamiają się subtelne, uśpione ludzkie zdolności wyczuwania, odczytywania sygnałów własnego ciała i ducha. Co wrażliwsi odczytują też sygnały innych.

Ludzie dobrze dostrojeni wiedzą, kiedy umrą. Często też widzą w śnie śmierć bliskich.

Ale poród to też brama. Ktoś powiedział, że wszechświat się rozszerza (może lepiej „rozwiera”), żeby przyjąć nowego człowieka, i tak jak przy porodzie to rozwarcie trochę trwa. Można przez pewien czas dojrzeć prześwity „tamtego” świata.

Niedługo jestem na porodowej drodze, ale przy każdym zatknięciu z porodem czuję to sacrum. I nie chodzi mi o chwile wzruszenia czy motylki w brzuchu.

Chodzi o magię. „Zbiegi okoliczności”. Prorocze sny.

Wiem że jestem na dobrej drodze. Bo bycie przy porodzie to nie tylko pomaganie kobiecie. To pomaganie sobie. To jak wejście do świątyni.

Twoje cudowne dziesięć centymetrów

Ciało ludzkie jest niesamowite. Kiedy miała się rodzić moja druga córka, miałam pewne obawy, czyrozwarcie szyjki macicy dam radę urodzić naturalnie po cesarce. Spotkałam się z moją doulą, żeby zwierzyć się ze swojego niepokoju, a ona pokazała mi jakąś książkę o porodzie. Tam znalazłam inspirację – dziesięciocentymetrowy krąg obrazujący jak musi się rozewrzeć szyjka macicy, żeby wydać na świat dziecko. Jak zobaczyłam ten okrąg, nie mogłam od niego oderwać wzroku. Dziesięć centymetrów średnicy! Co innego czytać o tym, a co innego zobaczyć. To naprawdę dużo! Myślałam o tym okręgu podczas porodu i wyobrażałam sobie, jak moje ciało się otwiera. Bardzo pomogło mi to przejść pierwszą fazę porodu.

To niezwykła zdolność naszego kobiecego ciała. Szyjka macicy rozwiera się tak tylko te kilka razy w życiu właśnie przy porodzie. Musi ona równocześnie przez całą ciążę być twarda i zamknięta, żeby utrzymać w ciele kobiety worek owodniowy i blokować wyjście.

Tak więc Wasza szyjka macicy jest jak prawdziwa kobieta. Kiedy trzeba, trzyma się dzielnie, zamknięta i twarda, chroniąc maleństwo, by powoli zacząć się zmiękczać, skracać, a w końcu rozwierać ten jeden jedyny raz, kiedy ma wypuścić na świat maleństwo.

Jeśli przed Tobą poród i dręczy Cię niepokój – weź linijkę i cyrkiel i narysuj swoją rozwartą szyjkę. Pomaluj ją jak chcesz, a potem kiedy już się zacznie, wpatruj się w nią i myśl o tym jak niezwykłe jest Twoje ciało 🙂

Ból porodowy jak pieczenie chleba

Kiedyś piekłam chleby. Robiłam własny zakwas, łączyłam z mąką, zagniatałam, czekałam aż wyrośnie i w końcu piekłam. Wypiek jednego bochenka zajmował mi dwie doby. A potem zjadaliśmy ten chleb w jeden wieczór. Bez sensu! Komu by się chciało piec w domu chleb? Piekarnie są na każdym rogu! Od tego są specjaliści!

Może i tak. Może to strata czasu i wysiłku, ale dawało mi to satysfakcję właśnie Z POWODU tego wysiłku. DLATEGO ten chleb tak dobrze smakował. Bo był to efekt mojej pracy.

Wiecie, że ból porodowy to jedyny ból, który jest fizjologiczny? To znaczy NIE jest sygnałem dla ciała, że dzieje się coś złego, że zostało zranione lub toczy je choroba. Nie! Każdy bolesny skurcz to tylko sygnał, że jesteś jeszcze bliżej spotkania z moim maleństwem!

Ból rodzenia to ból tworzenia. Wszystko, co dobre, rodzi się w bólach! Ktoś mi powiedział, że wysiłek porodowy odpowiada mniej więcej przebiegnięciu maratonu. Ludzie biegają w maratonach, choć to boli, wchodzą na szczyty gór dla satysfakcji. Czy ja nie mogę przyjąć tego bólu po to, by wydać na świat nowego człowieka? Myślę, że to właśnie paradoksalnie ten ból i wysiłek w ostatecznym rozrachunku przynoszą radość z porodu i satysfakcję. Nikt by mnie nie zmusił do przebiegnięcia maratonu –  pewnie tej satysfakcji nie doświadczę nigdy. Ale dokonałam czegoś podobnie trudnego – urodziłam dziecko. I to jest coś! To nie był pikuś! Może także dzięki właśnie temu bólowi z większą miłością patrzyłam na mojego noworodka? Jak na medal olimpijski albo rumiany bochenek własnoręcznie upieczonego chleba?

O mnie

P1010848

Jestem szczęśliwą mamą dwóch dziewczynek, z wykształcenia anglistką, dumną mieszkanką Warszawy.

Moja przygoda z doulowaniem ma swój początek chyba jeszcze w dzieciństwie. Mieszkałam niedaleko szpitala położniczego św. Zofii i pamiętam, że zawsze jak tamtędy przechodziłam, patrzyłam w jego okna i myślałam – „jejku, może właśnie teraz rodzi się tam jakieś dziecko”. Pamiętam też, jak ktoś mnie pyta, kim zostanę, jak dorosnę, a ja mówię – „ginekologiem-położnikiem”.

A tak naprawdę to moje porody, jak to zwykle bywa, pozwoliły mi na serio zająć się tematem. Doświadczyłam w swoich porodach wielkiej różnorodności – porodu domowego, cesarki, porodu szpitalnego i asysty douli.

Moje macierzyństwo również oscylowało od podejścia bardzo zasadniczego i kontrolującego przy pierwszym dziecku, do pełnego bliskości i wyrozumiałości przy drugim.

Uczestniczenie w cudzie narodzin i wspieranie matki, by mogła o własnych siłach urodzić swoje dziecko wydaje mi się czymś niezwykle cennym i doniosłym.